O mnie

Piotr Trysła. Rocznik 1971. Urodziłem się w Moskwie. Wychowałem na Mazowszu. Zderzyłem z Krakowem, spotkałem Łódź, zdeptałem Warszawę. Mieszkam we Wrocławiu.

Mam cudowne dzieci. Syn Jakub jest emanacją mojego zachwytu drugim człowiekiem. Córka Michalina umacnia moją wiarę w prosty i jasny świat.

Mam miłość. Jest większa ode mnie. Ma na imię Dorota. Uczy mnie pokory i zapominania o sobie. Podtrzymuje przy życiu.

Mam dobrych rodziców. Annę i Andrzeja. Jedyny mój korzeń na świecie. Skrawek mocno ubitej ziemi.

Mam siostrę Dorotę. Oddaloną kroplę mojej własnej krwi.

Pożegnałem się z babcią Haliną. Prawdopodobnie już nikt nie będzie mnie nigdy tak kochał.

Piszę nieustannie, bo wciąż szukam własnego słowa. Czytam łapczywie, bo stale odnajduję je u obcych. Stąd moja nieobecność, niepewność, mój niepokój i moje milczenie (…)*

Do rzemieślniczej pracy i zbudowania warsztatu zachęciła mnie Magda Piskorczyk, na której przyjaźń nie zasłużyłem. Magda już zawsze będzie blisko mnie. Jest rodziną.

Z szuflady wyciągnęła mnie Małgorzata Bręczewska, dla której napisałem swoje pierwsze piosenki. Małgosi pozwalam korzystać z moich słów swobodnie, bo nadaje im nowe, zaskakujące znaczenia. Oby tak było zawsze.

Kompozycji uczy mnie Iwona Kmiecik, której talent nieustannie mnie onieśmiela i krępuje. Iwona posiada dar, a jej muzyka unieśmiertelnia słowa, które mam szczęście dla niej pisać. To zbliżenie było decydujące. Ta przyszłość jest ważna.

Muszę wszak przyznać, że pióro do ręki włożyła mi Joanna Kondrat. Przychodząc z własnym słowem pozostawiła mnie z moim. Jest inspiracją i nauczycielem. Dostrzega istotne rzeczy i obchodzi się z nimi ostrożnie. Karmi mnie.

* Cokolwiek bym przeżył, zawsze pozostanie mi to, czego nie przeżyję.