Listopad, 2018

(archiwum)

Papierowa ćma

– Piotr Trysła

Raz. W niebie. Raz. Nie wiem.
Raz. Klęski. Las. Gęsty.
Marsz. Błoto. Aż dotąd.
Raz. Naraz. Dwa. Cztery.

Strach: jak wystygłam, jak biegłam, jak nie wiem, a nadal spodziewam się,
że nie widać mnie.
I chłód: nie uskarżam się, tonę, zapomnę i o tym, gdy mnie życie pchnie,
tylko toczę się.
Rzucona w trawę na zdeptanie cudzych nóg
byłam:
zbyt nieduża,
słaba drżąca
i z cienkiego szkła.

W każdym dnia momencie
na każdej przecznicy
na każdym zakręcie co znów mnie z czegoś rozliczy,
co błędną podaje
kolejność i treść,
jak ja dobrze udaję, że to umiem znieść.

Słabość: nie rozglądam się, więcej przecież niż mam, nie odejmie już nikt
nie podzieli się.
I głód: jak milczałam, upadłam, jak nigdy nie mogłam i jak ciągle chcę,
jak ja bardzo chcę.
Rzucona w słońce na popielniczki brzeg
jestem:
nieprzeźroczysta,
niezbyt zdrowa,
papierowa ćma.

W każdym dnia momencie
na każdej przecznicy
na każdym zakręcie co znów mnie z czegoś rozliczy,
co błędną podaje
kolejność i treść,
jak ja dobrze udaję, że to umiem znieść.

W każdym dnia momencie
na każdej przecznicy
na każdym zakręcie co znów mnie z czegoś rozliczy,
co błędną podaje
kolejność i treść,
jak ja dobrze udaję, że to umiem znieść.

Strach: jak wystygłam, jak biegłam, jak nie wiem, a nadal spodziewam się,
że nie widać mnie.
Rzucona w słońce na popielniczki brzeg
jestem:
nieprzeźroczysta,
niezbyt zdrowa,
papierowa ćma.

W każdym dnia momencie
na każdej przecznicy
na każdym zakręcie co znów mnie z czegoś rozliczy,
co błędną podaje
kolejność i treść,
jak ja dobrze udaję, że to umiem znieść.

W każdym dnia momencie
na każdej przecznicy
na każdym zakręcie co znów mnie z czegoś rozliczy,
co błędną podaje
kolejność i treść,
jak ja dobrze udaję, że to umiem znieść.

Utwór powstał z inspiracji i na zamówienie Małgorzaty Bręczewskiej