List

– Piotr Trysła

Piszę do Ciebie wiersz
Bo list trzeba by wysłać
W zasadzie.
A wiersz… wiersz zapomina się łatwo.
Tudzież gubi w szufladzie.

A chciałbym napisać Ci o tym
Jakie mam z Tobą kłopoty.

Bo weźmy choćby poranek
Jak wstaję
(a czasem się zwlekam)
To pierwsze o czym pomyślę
Że trzeba czekać dzień cały
(i czekam)
Nim znowu zasnę i Cię przyśnię.

A potem znów gdzieś przy kawie
Naprędce pitej z ochotą
Przypomnisz mi się łaskawie
I znów mam Cię w głowie.
O! Potąd!

Na szczęście mam telefony
(dwa jeszcze lecz myślę o trzecim)
I dzwonią na szczęście od rana.
I dzwonią.
I dzwonią.
Czas leci.
I leciałby może tak dalej.
Ze cztery nawet godziny
Gdyby nie liść opodal w kolorze Twojej czupryny,
Gdyby nie cień niczym Twojej skinienie ręki.
Gdyby nie głos gdzieś zza pleców
(zupełnie jak Twój głos, przysięgam!)
Gdyby nie kolor jakiś Twojego swetra czy buta.
Gdyby nie zapach wszelki.
Słowo.
Gest.
Jakaś nuta.

I z tych pretekstów. Przywidzeń.
Omamień.
Złudzeń i omdleń.
Pełen jest dzień mój cały.
Zapomnień i nagłych przypomnień.

Więc kiedy wieczorem się kładę.
Pewien znów kto mi się przyśni.
To jakbym już z Tobą mieszkał.
Jakbyśmy byli
Najbliżsi.

I za to jestem Ci wdzięczny
Jak bliskiej być można osobie
Że chociaż już mieszkasz ze mną
Nie muszę sprzątać po Tobie.
Nie muszę prać Twoich ubrań
Ustawiać butów i książek
Prasować bluzek
I żaden nie przybył mi obowiązek.

Skoro więc Twoja obecność
Same korzyści przynosi
(i nieobecność Twoja, o którą nikt Cię nie prosi)
To może odpowiesz mi tylko
(nawet jeśli nie dzisiaj)
Czemu w moim mieszkaniu
Tak smutno?
I taka cisza?

Napisz swoją opinię.